#FizjoterapiaPorusza, czyli o tym, jak Jolka została aktorką

fiz. Fizjolka
27.01.2020 r.

Jak wiadomo #FizjoterapiaPorusza, tak więc postanowiłam się w końcu ruszyć i opowiedzieć krótko, jak to się stało, że moja niewydarzona osoba znalazła się pośrodku całego tego zamieszania.
Jako dziecko byłam przekonana, że przyszłości zostanę albo – agentem specjalnym, albo – aktorką. Niestety life is brutal i ostatecznie nie zostałam ani jednym, ani drugim. Mimo, że początkowo miałam być lekarzem, to zostałam fizjoterapeutą, czego nie żałuję ani ciut ciut. Niemniej jednak moje marzenia o planie filmowym i przebierankach uznałam za pieśń przeszłości. Do czasu…
Wszystko zaczęło się bardzo niewinnie, od wysłanego przeze mnie maila, w którym wyraziłam gotowość do niesienia pomocy Krajowej Izbie Fizjoterapeutów w zakresie promocji polskiej fizjoterapii.
Gdzieś pod koniec lipca 2019 roku, któregoś popołudnia rozdzwonił się mój telefon. Jakiś Wojtek z KIFu, więc pomyślałam sobie „o kur…ka, na pewno jakaś składka niezapłacona”. Rozmawiam dalej i okazuje się, że krajowa izba rusza z dużym przedsięwzięciem kampanii społecznej #FizjoterapiaPorusza, do której poszukują czynnie zawodowo fizjoterapeutów, którzy by zagrali w spotach samych siebie.
W tym momencie w głębi mojej duszy mała Jolcia odtańczyła właśnie taniec radości i zwycięstwa. Tak było. Nie ma się czego wstydzić. Przynajmniej tak sobie mówię.
Żeby zakwalifikować się do kampanii miałam wykonać 3 zadania i nagrać videowizytówkę, którą oceniać miała agencja reklamowa, zatrudniona do stworzenia spotów. Poza faktem, że na pytanie o to, co lubię, odpowiedziałam, że "tosty z serem i z cebulą", najbardziej śmieszy mnie mina, którą miałam zrobić, jakbym właśnie zobaczyła kogoś, kogo bardzo lubię, oraz kogoś, kogo bardzo nie lubię.
LUBIĘ
VS NIE LUBIE
Normalnie strach się bać. Lepiej na mnie nie trafić w ciemnej uliczce.
Zostałam zaproszona na spotkanie organizacyjne do KIFu, gdzie reżyser z producentem opowiedzieli o wstępnym projekcie spotów i rozdali nam scenariusze. Umówiliśmy się, kiedy mają ruszyć zdjęcia i było po spotkaniu. Wojtek okazał się być super miły i wraz z Weroniką, która też odpowiadała za organizację kampanii sprawili, że czułam się bardzo komfortowo i nie stresowałam się (także dzięki, jeśli kiedyś zdarzy Wam się to czytać ;p).
Na dzień przed rozpoczęciem nagrań zostałam zawezwana do Pani Kostiumolog na drugi koniec świata-Warszawy, czyli daleki Ursynów. W życiu nie przebrałam się tyle razy pod rząd, nawet jak szukałam sukienki na studniówkę. Bluzka, spodnie, buty. Te trzy elementy i ich 50 konfiguracji, z których każdą trzeba było sfotografować i wysłać reżyserowi do akceptacji. Ostatecznie udało się wybrać 3 stroje, w których miałam się pojawić przed ekranem.
Została mi do zrobienia jeszcze jedna rzecz. Jako, że bohaterka, którą gram - Marta - okazała się wielką fanką psiego wolontariatu, zaistniała potrzeba, żebym zorganizowała zdjęcie, na którym jestem z jakimś psem. Mimo tego, że mam dwa psy - Lukę i Muchę - to nie mam absolutnie żadnego zdjęcia z nimi. Czasu było niewiele, więc usilnie rozglądałam się, skąd tu wytrzasnąć jakiego psa. Traf chciał, że wychodząc tego dnia z treningu zauważyłam pewną starszą Panią, z nie mniej starszym goldenem na spacerze. Powiedziałam, że wiem, że może to brzmieć nieco dziwnie, ale potrzebuję zrobić sobie zdjęcie z jej psem. Z nieznanego mi powodu, wcale nie była zaskoczona moim pytaniem i wyszło z tego coś takiego:
Jako, że nie lubię się spóźniać i z reguły tego nie robię, dnia pierwszego zdjęć pojawiłam się na warszawskim Paluchu jako pierwsza. Z zaciekawieniem obserwowałam, jak przed bramą schroniska pojawiają się coraz to nowe samochody i wyłaniają się z nich kolejni ludzie. W całej tej historii z kręceniem spotów to jest rzecz, która zadziwiła mnie chyba najbardziej. Nie miałam pojęcia, że do nakręcenia 3 minutowego filmiku potrzebnych jest aż tylu ludzi. Reżyser, producent, scenarzysta, scenografowie, makijażystka, kostiumolog, oświetleniowcy, asystenci i reszta, których roli nie ogarnęłam. Masa ludzi, każdy z własnym obowiązkiem, każdy skrupulatnie pilnujący swojej roli. Żeby ta maszyna działała sprawnie, wszyscy muszą chodzić, jak w zegarku. Mimo to na planie filmowym wiecznie się na coś czeka.
Pierwsza scena, jaką nagrywaliśmy pokazywała, jak MARTA (czyli ja) wychodzi z budynku, w którym są psy, rzuca jakieś worki na taczkę, odwraca się – i widzi swoją pacjentkę – Anię (w rzeczywistości Elę T.). Okazuje zdziwienie i dziewczęta witają się uściskiem dłoni. W spocie nie ma dialogów, tylko narrator, więc nie miało znaczenia, co będziemy do siebie mówić. Chodziło o ruch ust i gesty. Ostatecznie po jakimś 10 ujęciu plotłam już takie bzdury, że sama nie wiedziałam, o co mi chodzi.
Budynek, z którego wychodziłam okazał się domkiem słodkich amstafów, które zdawały się być lekko podnerwione faktem, że przed słowem „akcja” musiałam zrobić 10 przysiadów z wyskokiem, żeby wyglądać na naturalnie zmęczoną. Pomyślałam, że jeśli któryś z nich zdoła się uwolnić, to będzie to najkrótsza kariera aktorska w historii.
Drugi dzień zdjęć nie był już aż tak niebezpieczny. Kręcony w zaciszu gabinetów użyczonych przez Panią Agnieszkę S., przeszedł w miarę sprawnie i bezproblemowo. Jedyną przeszkodą były chmury, którym zachciało się nasunąć na słońce i trzeba było czekać z kręceniem ostatniego ujęcia, aż łaskawie przefruną sobie gdzie indziej.
Pomimo, iż w życiu nie spodziewałabym się, że przyjdzie mi brać udział w podobnym przedsięwzięciu - jestem wdzięczna za tę szansę. Cenne doświadczenie, a przy tym świetna zabawa.
Samą kampanię oceniam bardzo pozytywnie. Jasne, słyszałam głosy krytyczne, że za długie spoty, że zbyt wyidealizowane ect. … Moim zdaniem kampania zawiera w sobie to, co składa się na fundament fizjoterapii:
Rzeczowość
Kompleksowość
Wielowymiarowość
Pokazuje widzowi, czego może się spodziewać ze strony fizjoterapeuty, czego powinien wręcz oczekiwać, decydując się na fizjoterapię.
Fizjoterapia ma szansę działać jeśli pojawią się w niej następujące elementy:
- dokładny wywiad i badanie
- indywidualne podejście do problemu pacjenta
- pozytywne nastawienie do samego pacjenta
- dobrze dobrane techniki terapeutyczne
- umiejętność motywowania do pracy własnej pacjenta
- pozytywny wpływ na sferę psychospołeczną życia pacjenta, jeśli istnieje taka potrzeba.
Na to zasługuje każdy pacjent. Zapraszam do oglądania, kto jeszcze nie widział! ;)

fiz. Fizjolka
27.01.2020 r.